niedziela, październik 21, 2007

obowiązek meldunkowy

Jestem wpisany do stałego rejestru wyborców na Żoliborzu. Od dawna tam nie mieszkam, ale nigdy nie chciało mi się zapisać gdzieś indziej.

Przychodzę więc grzecznie o 7 rano, podaję nazwę ulicy, numer domu... i zapomniałem numeru mieszkania :)

Konsternacja u pani za biurkiem. Rzucam więc "12", trochę na oślep. Szuka, szuka... ale Pana nie ma na liście. -Jestem w stałym spisie wyborców, na pewno - odpowiadam. Dzwonią więc do "ewidencji ludności" (cokolwiek to jest)... mija kilka minut... no tak, powinien Pan być na stronie 68. Wychodzę do toalety, a niech sobie znajdą i nie zadają mi kłopotliwych pytań. Po trzech minutach wracam: Podał nam Pan zły numer mieszkania, jest Pan pod 11, a nie 12! -Ojej, rzeczywiście. Bardzo Państwa przepraszam.

Mieli niezły ubaw.

I niech to będzie mój głos przeciw instytucji obowiązku meldunkowego. Mógłbym być automatycznie dodawany do stałego spisu w miejscu swobodnie i bez zobowiązań zgłoszonego stałego pobytu, albo jeszcze lepiej: można by zlikwidować stałe spisy, a każdy wyborca musiałby się sam do spisu na konkretne wybory wpisać. Wszak ważniejsza jakość, nie ilość wyborców.